ciekawe, nazwa posiadłości nie wzięła się od gumy do żucia o smaku miętowym, ale w sumie mogła.
sonia z pewnością trzymałaby się tej interpretacji, ale jak dobrze, że nie przyszło mi prowadzić z nią dyskusji w tej materii. i tak bym jej nie przekonał.
tu spędziliśmy kilka dni naszego życia i tu wrócimy. błogo, pięknie i wesoło.
były psy [bebok zeżarł nam pierwszej nocy całą blachę sernika bez rodzynek, no i mama nie miała co jeść całe święta], były króliki [dzielnie próbowaliśmy je złapać, lecz one wyczuły nasze niecne zamiary i okazały się sprytniejsze], były owieczki i barany, które bały się nas bardziej niż my ich, nieopodal były też konie w dużych ilościach, które ciągnęły puste bryczki -> musieliśmy preferować krótki spacer piękną aleją od przejażdżki bryczką za jedyne 60 zł od 2,5 km. niezrozumiałe te kalkulacje dla mnie, przeżyliśmy ten spacer mimo wszystko.
 |
nasza miętowa górka |
 |
świąteczni lokatorzy |
 |
troszkę się podarło |
 |
guitar hero |
 |
crocs-owa loża szyderców |
 |
"anioły bieszczadzkie bieszczadzkie anioły" |
 |
małpy zabawiają tłumy |
 |
znalazłam jajo |
 |
baba sonia na miotle |