pojechaliśmy na wakacje ;-) było fajnie.
woda. woda. woda. pływanie. nurkowanie. zjeżdżalnie.
rozmawiałem po angielsku [poliglota ze mnie, a raczej duoglota, póki co].
objadałem się naleśnikami na śniadanie oraz poiłem wielosmakowymi napojami z automatu, które mogłem bez limitu pobierać, co sprawiało mi wiele radości każdego posiłku -> niestety rodzice nie chcieli poić się tymi pysznymi sokami [ananasowo-wiśniowo-brzoskwiniowo-pomarańczowo-cytrynowymi], więc musiałem poprzestać na dostawach na moje własne potrzeby, ewentualnie wspierać sonię, która jednak szybko opanowała kunszt i nawet jej nie mogłem już obsługiwać.
z sukcesem obsługiwałem kartę wejściową do pokoju, co pozwalało mi kontrolować ruch rodzinny. przejażdżki windą stanowiły atrakcję pobytu, niemalże równoważną z licznymi kąpielami w basenach, z moją zdecydowaną przewagę nad Sonią w obsłudze tejże windy -> liczy się refleks, Sonia! ale czasem okazywałem litość siostrze i pozwalałem jej nacisnąć przycisk.
przez dziadka Edwarda, z rąk wujka Andrzeja, zostałem obdarowany wspaniałym sprzętem muzycznym idącym zdecydowanie w kierunku perkusji, mianowicie: bongosem! [nawet we śnie grałem na bongosie, śmiali się ze mnie współlokatorzy].Sonia poprzestała na typowym dla niej doborze prezentu, mianowicie: turecka sukienka z cekinami, różowa oczywiście...
 |
bongos i ja |
 |
pływam profesjonalnie |
 |
zjeżdżam se |
 |
tornado |
 |
statku, przypłyń! |
 |
sonia i jej gekon |
 |
męczę zmęczonego wujka |
 |
na statku |
 |
z ciocią i wujkiem na statku |
 |
płynę |
 |
skaczę |
 |
patrzę, jak sonia pływa w morzu |
 |
sonia pływa w morzu |
 |
biedny stary wielbłąd i my |