dzis bohaterem dnia byl delfinek. dałem mu szansę, a co. najpierw uczestniczył w moich wariacjach bębnowych, potem wyżywałem się na nim wespół z wielorybem (podczas bujania się na wielorybku, waliłem głową delfinka w wieloryba, całkiem nieźle...). a potem go porzuciłem na rzecz tańca i zabawy klockami.

w pewnym momencie, kiedy jeździłem sobie po mieszkaniu moim cadillakiem, podjechałem do szafek kuchennych i je otwierałem, ewidentnie czegos szukając. mama się mnie spytała:
- "czego szukasz? "
- "taty", odpowiedziałem.
ale taty nie znalazłem. gdyż tata w lublinie, a nie w szafce. szkoda. pod drzwiami też stałem i wołałem: "tata", "tato", ale ani tata ani tato nie przyszedł:-(
założyłem mamie na głowę pudełko od klocków. sobie też założyłem, ale smieszniej było na mamie.


a bęben służył mi po pewnym czasie jako stołeczek. a potem się okazało, że bohater dnia to nieźle zniszczył mój bęben, bo on całkiem twardziel jest i poorał mi membranę w bębenku:-( jak cos, to tatus mi kupi profesjonalną perkusję... i znów mi zabierze zabawkę:-) może nie?

mama wygląda dosc głupawo, ale wesoło. też jestem wesoły.