adaptacja
adaptuję się.
do przedszkola, do dzieci, do pani, do zabawek...
malujemy, śpiewamy, tańczymy, bawimy sie, myjemy rączki. jest fajnie.
ale muszę przyznać, że jestem bardzo zawiedziony, że w przedszkolu muzycznym nie ma perkusji.
sonia je nóżki. staram się - co prawda - do tego nie dopuszczać i jak mogę, to jej wyciągam z buzi, bo kto to widział jeść nóżki!!! doprawdy.


ja też tak potrafię jak sonia:

śpiewam soni piosenki, żeby wiedziała, jaki jestem zdolny.
dziś jej śpiewałem, sonia leżała u mamusi na kolankach i patrzyła we mnie jak w obrazek. jak tylko zaczęła się przemieszczać, to ją skarciłem:
"gdzie ty leziesz sonia?"
no i nie omieszkałem zauważyć, że "o, sonia napluła..."
do przedszkola, do dzieci, do pani, do zabawek...
malujemy, śpiewamy, tańczymy, bawimy sie, myjemy rączki. jest fajnie.
ale muszę przyznać, że jestem bardzo zawiedziony, że w przedszkolu muzycznym nie ma perkusji.
sonia je nóżki. staram się - co prawda - do tego nie dopuszczać i jak mogę, to jej wyciągam z buzi, bo kto to widział jeść nóżki!!! doprawdy.
ja też tak potrafię jak sonia:
śpiewam soni piosenki, żeby wiedziała, jaki jestem zdolny.
dziś jej śpiewałem, sonia leżała u mamusi na kolankach i patrzyła we mnie jak w obrazek. jak tylko zaczęła się przemieszczać, to ją skarciłem:
"gdzie ty leziesz sonia?"
no i nie omieszkałem zauważyć, że "o, sonia napluła..."