
moja siostrzyczka jest do pokazywania, a ja jestem do słuchania, gdyż mam zdecydowanie więcej do powiedzenia niż ona. wiadomo.
pojechaliśmy w niedzielę daleko daleko w odwiedziny do cioci i wujka, gdzie było dużo innych cioć i wujków [pyszna zabawa] i jakem tam zajechaliśmy, to widząc wykańczany właśnie dom, rezolutnie stwierdziłem:
"o, znalazłem budowę".
generalnie często z moich ust padają słowa:
"ninio coś znalazł", przez co należy rozumieć, że "coś" zobaczyłem. to "coś" jest też charakterystyczne.
i moja mamusia używała
"ustaminki", którą koniecznie też chciałem użyć, bo pięknie wanilijkowo pachniała, ale była bezbarwna.
dziś pojechaliśmy do galerii sklepowej, którą właśnie co otworzyli a jest blisko naszego domu, gdyż w tej galerii mieliśmy nabyć dla mnie buciki, bo ze wszystkich wyrosłem, tak się złożyło. jeden moment był zabawny [tu należy przyznać, że nie dla wszystkich], kiedy samowolnie opuściłem sklep z obuwiem
i udałem się do sklepu na przeciwko, gdzie wśród wielu produktów błyskawicznie dostrzegłem wielki kolorowy zabawkowy motor [półka cenowa: ok. 600-700 zł], dosiadłem go równie błyskawicznie i szybciutko udałem się na nim w kierunku wyjścia. i już byłem poza sklepem, kiedy jeden pan ze sklepu zaczął mnie ścigać i mnie dorwał i kazał zejść czy zawracać. wtedy też mama wkroczyła do akcji. mama, w przeciwieństwie do pana, była rozbawiona zaistniałą sytuacją.