stałem się cokolwiek małą gadułką. buzia mi się nie zamyka i gadam trzy po trzy, choć czasem całkiem sensownie!
ostatnio stała na blacie kuchennym miseczka z moją zupką, której wczesniej nie zjadłem, więc wszedłem sobie na stołeczek i sobie chlipałem łyżką ową zupkę, gdzie było dużo makaronu, który bardzo lubię i tak sobie komentowałem całą sytuację:
"sam jem. ninio nie spat. je."
inną razą siedziałem sobie na moim nowym pięknym niebieskim krzesełku Mammut, przy nowym pięknym czerwonym stoliku Mammut i zacząłem się drapać w plecy, w zasadzie już nieco pod pieluszką i tak oto opisałem rzeczywistosc:
"ninio dubi w pupku."dzis rano, jakem wstał, podreptałem do sypialni rodziców z pieskiem, wskoczyłem na łóżko koło mamusi i po odbyciu wizji lokalnej, kiedy moje oczka nie dostrzegły nigdzie tatusia (nawet pod poduszką), wyciągnąłem prosty wniosek, jak to w piątek rano:
"nie ma tatusia. pojechał na budowę." [
co okazało się najprawdziwszą prawdą]...
lecz jak tylko spojrzałem za okno, zobaczyłem pracujący dźwig i zająłem się tymże tematem, w końcu pracujący dźwig jest zawsze najistotniejszy!